Historia

 

Masoneria polska XVII i XVIII wieku

W Europie środkowo-wschodniej najwcześniejszą strukturą nierzemieślniczą wolnomularską była organizacja o nazwie "La Confrérie Rouge" (Czerwone Bractwo). Siebie nazywali Czerwonymi Braćmi, a swoje bractwo - Zakonem. Jego członkowie przyjmowali (czego w zwyczajach lóż na Wyspach nie było) „imiona zakonne”, podobnie więc jak to czyniono w dawnych i ówczesnych zakonach rycerskich.

Czerwone Bractwo powstało nie później niż pod koniec II dekady XVIII wieku. W styczniu 1721 r. było już terytorialnie rozbudowane i ustrukturyzowane. Jego kierownictwo krajowe na terenach dzisiejszej Polski, chyba zarazem naczelne, znajdowało się w Warszawie, siedzibą zaś naczelnej instancji terenowej, rodzaju Rady Zakonu – być może jednej z kilku – był Toruń. W Warszawie należały do bractwa osoby wysoko reprezentatywne dla kręgów wielkoszlacheckich, m.in. dwaj książęta Czartoryscy: Michał Fryderyk (mianowany w 1720 r. podstolim litewskim) oraz Aleksander August (rodzony brat Michała, kawaler maltański). Wiemy także o uczestniku niedawnej wojny austriacko-tureckiej Janie Jerzym Przebendowskim, hrabim Ossolińskim. Członkiem kierownictwa był niejaki Borucki, przypuszczalnie Ludwik, w 1720 r. mianowany żupnikiem bydgoskim. W Toruniu mieszkał szambelan saski baron Kaspar Blumenthal, piastujący w Bractwie godność Odźwiernego. Do Czerwonego Bractwa, analogicznie jak do innych lóż arystokratycznych, przyjmowano również kobiety. Jedną z wcześniejszych członkiń jego toruńskiej placówki była hrabina Schwerin, żona posła pruskiego w Wiedniu. Ślady wewnętrznego skłócenia Bractwa w połączeniu z brakiem o nim późniejszych informacji pozwalają przypuszczać, że niebawem po 1721 roku zanikło (za Ludwikiem Hassem „Wolnomularstwo w Toruniu”).

Z nurtem kontynentalnej masonerii nowoczesnej związane było powstanie następnych struktur. Istnieją dwie teorie dotyczące pojawienia się wolnomularstwa w Polsce. Według jednej impuls do tworzenia własnych lóż przybył z Drezna – drugiej obok Warszawy stolicy dualistycznej monarchii. Według innej masoneria przybyła do Polski z Francji, razem z polskimi arystokratami, których tam inicjowano. Oni też założyli w 1738 roku polskie loże, tak zwane dworskie, w Dreźnie. Na ziemiach polskich pierwsza loża powstała w Wiśniowcu w 1742 roku. Do loży tej należeli m.in. Michał Ogiński, Fryderyk August Moszyński, Michał Wielhorski i Andrzej Mokronowski. W siedem lat później powstała, z inicjatywy nadwornego marszałka koronnego Jerzego Augusta Mniszcha, druga loża, w Dukli. Kolejne loże powstawały i kończyły swą działalność, ale w drugiej połowie XVIII wieku nastąpił wyraźny rozwój wolnomularstwa polskiego, m.in. w Wiśniowcu, Gdańsku, we Lwowie i wreszcie w Warszawie, gdzie w 1750 roku Jan Łukasz de Toux de Salverte założył lożę Dobrego Pasterza, a w 1757 reaktywowano Towarzystwo Trzech Braci.

Wolnomularstwo epoki Konstytucji 3 Maja

W czasach stanisławowskich nastąpił intensywny rozwój masonerii polskiej, popieranej przez króla, także wolnomularza. W lożach znaleźli się ludzie, którzy mieli wielki wpływ na losy kraju, a z czasem zaangażowali się w realizację programu reform. W roku 1783 podjęto decyzję o założeniu jednolitej organizacji lóż w Polsce. W rok później powołano Wielki Wschód Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego.

W lutym 1784 roku Ignacy Potocki opracował ustawę – konstytucję Wielkiego Wschodu, która obowiązywała aż do 1821 roku. W kilka lat później organizacja zmieniła nazwę na Wielki Wschód Narodowy Polski. Kilkudziesięciu posłów Sejmu Czteroletniego było braćmi lożowymi, a spośród czterech głównych twórców Konstytucji 3 maja tylko jeden - Hugo Kołłątaj - nie należał do wolnomularstwa; pozostali to król, Ignacy Potocki oraz sekretarz, Scipione Piattoli.

Wolnomularstwo polskie pod zaborami

Po utracie niepodległości prace lożowe zamarły, ale odrodziły się w symbolice Legionów Polskich we Włoszech i bardzo się rozwinęły w czasach Księstwa Warszawskiego. W owych czasach wręcz nie wypadało odgrywać znaczącej roli w państwie i w wojsku, pozostając poza lożą. Braćmi lożowymi była też większość polskiej generalicji, z księciem Józefem Poniatowskim i gen. Janem Henrykiem Dąbrowskim na czele.

Również po upadku Napoleona loże nadal funkcjonowały, choć inaczej w każdym zaborze. Najpełniej działały w Królestwie Polskim, zwłaszcza pod młotkiem Stanisława Kostki Potockiego. Administracja rosyjska miała ograniczony wgląd w funkcjonowanie poszczególnych warsztatów, ale szybko okazało się, że loże stały się kuźnią myśli niepodległościowej. Równocześnie pod szyldem masonerii powstało Wolnomularstwo Narodowe, jednoznacznie dążące do odzyskania niepodległości. Masoneria, zawsze przeciwna tyranii i despotyzmowi, działała też w Rosji. Zatem 21 września 1821 roku car Aleksander I zabronił funkcjonowania wolnomularstwa w Królestwie Polskim, w następnym roku – na terenie całego Cesarstwa. Nastąpiła długa przerwa w działaniu masonerii polskiej.

Dopiero w listopadzie 1906 roku zawiązało się w Warszawie Towarzystwo Kooperatystów. Była to organizacja o dwóch obliczach. Pierwsze - jawne, publiczne. Jawnie inspirowano rozmaite działania spółdzielczości spożywczej, wiejskiej, kredytowej, później mieszkaniowej. W swym drugim, niejawnym wcieleniu, Towarzystwo Kooperatystów było embrionem odradzającej się, po wielu dziesięcioleciach niebytu, polskiej masonerii, która miała się później sformalizować w lożę „Wyzwolenie" pracującą pod auspicjami Wielkiego Wschodu Francji.

Fascynacji wolnomularstwem sprzyjał ówczesny klimat intelektualny i moralny. Uległy mu wspaniałe postacie ówczesnego życia społecznego. Przede wszystkim trzeba tu wymienić Rafała Radziwiłłowicza, szwagra Żeromskiego. Jako doktor psychiatrii zasłynął ratowaniem Piłsudskiego z Cytadeli. Przez wiele lat kierował pracami polskiej masonerii - najpierw jako Wielki Mistrz Kapituły Wielkiego Wschodu (Ryt Francuski), później jako jeden ze zwierzchników Rytu Szkockiego Dawnego i Uznanegoi.

Wśród pierwszych członków Towarzystwa Kooperatystów - było ich łącznie 96 - roiło się od masonów. W zarządzie zasiadały znane postacie, które wkrótce stały się braćmi w masońskich lożach i nadawały im ton: Antoni Natanson, lekarz, Paweł Leon Jankowski, także lekarz, Alojzy Wierzchleyski, ekonomista, Zygmunt Chmielewski, teoretyk i praktyk spółdzielczości, Tadeusz Gałecki (czyli Andrzej Strug), nie tylko świetny pisarz, ale też - później - Wielki Mistrz Wielkiej Loży Narodowej (która po I wojnie zastąpiła „uśpiony" Wielki Wschód) i Wielki Komandor jej Rady Najwyższej 33 stopnia.

Masoneria polska u progu odzyskania niepodległości

10 czerwca 1910 roku, zebrali się oni w Warszawie i powołali do życia lożę wolnomularską. Nadali jej nazwę aluzyjną i wieloznaczną, bardzo modną w ówczesnej literaturze polskiej - „Wyzwolenie" - pisał Ludwik Hass. – Równocześnie wybrali na przewodniczącego tej placówki Radziwiłłowicza, zaś do Wielkiego Wschodu Francji zwrócili się z prośbą o wydanie nowej placówce dokumentów założycielskich i przyjęcie jej pod swoje zwierzchnictwo". Po ponad rocznym oczekiwaniu i negocjacjach w lipcu 1911 roku nastąpiła ceremonia „Wniesienia Światła". Nic pewnego nie wiadomo o drugiej loży warszawskiej „Odrodzenie", którą powołano, ażeby zbyt liczne zgromadzenia (bo masonów przybywało) nie zwróciły uwagi tajniaków z Ochrany. Nieznana jest nawet przybliżona data jej erygowania: może to był rok 1911, a może 1912. Nie wiadomo, kto dzierżył młotek Czcigodnego ani kto był jej członkiem. Wiadomo natomiast, że Kapituła - władza nadrzędna nad lożami - zbierała się zazwyczaj w domu Patka, do dziś zachowanym przy Alei Szucha 5, gdzie mieści się obecnie Ambasada Republiki Litwy. Nestorem wśród masonów „pierwszego rzutu" był liczący 63 lata Stanisław Pyrowicz, z zawodu dziennikarz. A najmłodszym - Witold Gielżyński; nie miał jeszcze trzydziestki. Też dziennikarz.

Najwięcej relacji zachowało się o prowincjonalnej, lubelskiej loży „Wolni Oracze". Jej poczęcie nastąpiło w. Paryżu. Aktu tego dokonał sam Stefan Żeromski, który ideą wolnomularską zapłodnił znanego obieżyświata Jana Hempla oraz studenta - Witolda Giełżyńskiego. Najwięcej o tak skomplikowanym przedsięwzięciu można się dowiedzieć z obszernej relacji Wandy Papiewskiej, niezmordowanej społeczniczki, która za specjalną zgodą udzieloną przez wyższe władze wolnomularskie wstąpiła do loży „Wolni Oracze"! Nieco później loża ta przyjęła również Zofię Marcinowską, pogrążoną w kultach mistycznych, ale też przewodzącą... Lidze Kobiet Pogotowia Wojennego, współpracującej z Legionami. Loża „Wolni Oracze" też nie była typowa, skoro przyjmowała kobiety i związana była ściśle z redakcją „Kuriera Lubelskiego". W loży znaleźli się wszyscy szefowie redakcji.

Na początku września 1914 roku Kapituła stanęła przed bardzo ważnym zadaniem zorganizowania rozmowy jej pełnomocnika z Piłsudskim. Między Warszawą a Krakowem przebiegał front. Misję tę powierzono Stanisławowi Patkowi jako etap zadania o wiele poważniejszego: nawiązania bezpośrednich kontaktów z zachodnią koalicją, przede wszystkim z Francją, w tym z lożą „Les Renovateurs" Wielkiego Wschodu, która „matkowała" lożom polskim. Z Komendantem, przebywającym w Kielcach, Patek miał się spotkać po drodze, a w Krakowie odbyć konferencje z wybitnymi politykami galicyjskimi. Centrala Wielkiego Wschodu Francji była jednym z nielicznych miejsc we Francji, gdzie sytuację Polaków nie tylko rozumiano, ale odnoszono się do nich życzliwie.

Rok 1914 stanowił bez wątpienia apogeum politycznej aktywności Wielkiego Wschodu i jego kierowniczej Kapituły. Typowe, regularne prace lożowe w pierwszym roku wojny osłabły, może zamarły całkowicie. Stanisław Osiecki w pół wieku później stwierdził: „[...] inne zagadnienia, jak walka o niepodległość, zajmowały umysły, a wolnomularstwo chyliło się do likwidacji". Ale właśnie wtedy polityczna rola polskiej masonerii była większa niż kiedykolwiek w XX wieku. Kilkunastu najbardziej znanych wolnomularzy, zgromadzonych wokół niezupełnie formalnej, ale ambitnej Kapituły stało się politycznym lobby. Żywioł polityki zdominował myślenie wszystkich, również masonów; uczestnictwo w działaniach politycznych było nakazem chwili.

Tuż przed wybuchem wojny masoneria jako organizacja wyczerpała polityczną funkcję zastępczego centrum ruchu niepodległościowego, gdyż Piłsudski zmontował własne, dyspozycyjne zaplecze partyjne. Kapituła walnie mu w tym dopomogła, więc przestała być potrzebna.

Osłabiły masonerię również poboczne okoliczności. Z warszawskich lóż, jak się wydaje, jedynie „Wyzwolenie" prowadziło w czasie wojny szczątkową działalność. Jego mistrz Antoni Natanson przebywał głównie w Szwajcarii, podtrzymując stały kontakt z państwami Zachodu. Maksymilian Malinowski, z dużą grupą „zaraniarzy" został aresztowany 12 maja 1915 roku i umieszczony w moskiewskim więzieniu; wiadomo, że Kapituła za pośrednictwem Lednickiego dbała o byt jego wywiezionej rodziny i jego samego po uwolnieniu. Także Patka przejściowo internowali w Grzmiącej Niemcy. Wegetowały natomiast loże prowincjonalne: w Kaliszu, chyba w Sosnowcu, może w Łodzi. A przede wszystkim w Lublinie, pomimo odejścia Hempla i Zagrobskiego oraz ich przyjaciół z Lubelskiego Stowarzyszenia Spożywczego, które z agendy masońskiej przeistoczyło się w bazę skrajnej lewicy.

Chociaż struktura masonerii rozłamuje się, to więzi interpersonalne oraz poczucie misji nadal łączą jej członków. Wymownym świadectwem zachowania więzi wolnomularskiej był bardzo ważny akt polityczny: ogłoszenie 22 lutego 1916 roku „Deklaracji Stu". „Inicjatywa wydania deklaracji - pisze Jan Molenda (Piłsudczycy a narodowa demokracja 1908-1918) - wyszła z kół piłsudczykowskich, z ramienia których w pracach przygotowawczych uczestniczyli Medard Downarowicz i Tytus Filipowicz" (występujący pod firmą Związku Patriotów - obaj masoni). Deklaracja ta głosiła m.in.: „Dążeniem narodu polskiego jest odzyskanie państwa niepodległego, zabezpieczonego własną siłą zbrojną". Po raz pierwszy jawnie ogłoszono taki manifest woli narodu, podpisany nie tylko przez siedem partii i koalicji politycznych (partie związane z Piłsudskim, LPP oraz dwie mniejsze z obozu narodowego), ale też - imiennie - przez stu znanych działaczy. Było wśród nich 34 masonów (w kilku przypadkach można mieć wątpliwości czy zaprzysiężonych) oraz kilkunastu ich bliskich przyjaciół. Podpisali się wszyscy członkowie Kapituły i cała masońska elita: Rafał Radziwiłłowicz, Stanisław Patek, Antoni Natanson, Zygmunt Chmielewski, Wacław Łypacewicz, Stanisław Osiecki, Eugeniusz Śmiarowski, Leon Supiński, Wacław Makowski, Witold Giełżyński. Doliczając tych członków zakonu, którzy znaleźli się w kierownictwach partii firmujących deklarację, można powiedzieć, iż był to moment triumfu masonerii, mimo jej dyspersji. Może więc trafniejsze byłoby stwierdzenie, że stało się to mocnym akordem finałowym.

Tytus Filipowicz odnotował, że Deklaracja była „wyjątkowym w naszych warunkach okupacyjnych dokumentem odwagi cywilnej". Jej sygnatariusze „ryzykowali, że tracą wolność i wraz z wolnością warsztaty pracy i byt dla swych rodzin". Ostateczny upadek Kapituły - i całej masonerii Wielkiego Wschodu miał miejsce w styczniu 1918 roku, po ostrej scysji na temat dalszych politycznych losów Polski.

Masoneria i masoni w wolnej Polsce

Duża część aktywnych wolnomularzy po krótkim okresie przerwy włączyła się w powołanie Wielkiej Loży Narodowej Polski.

Struktury Wielkiego Wschodu w okresie międzywojennym nie funkcjonowały.

Dekretem prezydenta RP z 1938 roku po raz drugi w historii władze państwowe zadecydowały o "likwidacji" masonerii w Polsce. Działalność niewielkich kółek masońskich przetrwała w Warszawie aż do Powstania Warszawskiego, a w Krakowie do momentu wkroczenia tam Armii Czerwonej.

Wolnomularstwo a PRL

W pierwszych latach powojennych, mimo zmierzającej do odbudowy loży masońskiej sugestii ze strony Bolesława Bieruta lub jego najbliższego otoczenia, w Polsce nie doszło zrealizowania tego zamierzenia. Wynikało to z faktu, iż najstarsi rangą przedwojenni wolnomularze (Stanisław Stempowski i Marian Ponikiewski) obawiając się by wolnomularstwo nie stało się instrumentem w rękach partii, stanowczo odrzucili te propozycje. Zastanawiając się nad ofertą Bieruta Janusz Maciejewski podejrzewał nawet, że propozycję tę spowodowała jego półroczna, na wiosnę 1922 roku, przynależność do masonerii. Mogłoby to sugerować, że składając swoją ofertę Bierut mówił jako uśpiony „brat”. Podjęta w 1947 roku przez Ludwika Rajchmana próba uzyskania zgody Bieruta na wznowienie działalności loży zakończyła się niepowodzeniem z uwagi na sprzeciw obecnego przy niej Jakuba Bermana.

Przełom październikowy z 1956 roku nie przyczynił się do odrodzenia ruchu wolnomularskiego w Polsce. Jedyne próby restytucji loży przyszły z zewnątrz. W lutym 1957 roku do ambasadora PRL w Paryżu zgłosił się Paul Blanc, Wielki Sekretarz dla Stosunków z Zagranicą Wielkiego Wschodu Francji, który zaproponował wznowienie działalności masonerii w Polsce. Akcentował postępowość ruchu wolnomularskiego, prosił o możliwość wygłoszenia odczytu dla braci w Polsce. Jak się wydaje, inicjatywa ta przeszła bez echa. Kolejną próbę podjął w 1962 roku wielki mistrz Wielkiego Wschodu Francji, Jacques Mitterand, podczas swojej wizyty w Warszawie. Ponoć miał się nawet w tej sprawie spotkać z samym Władysławem Gomułką. Również i ta inicjatywa spaliła na panewce.

Tymczasem konspiracyjna loża wolnomularska istniała tu już od 12 lutego 1961 roku, kiedy to ośmiu adeptów dokonało rytualnego „obudzenia” przedwojennego „Kopernika”. Profesor Janusz Maciejewski podkreślał bardzo mocno, że „z punktu widzenia masońskiej regularności istniała w Polsce w latach 1961-89 masoneria - i to także jako część masonerii światowej. Była przecież umowa z paryską lożą »Kopernik«, że jej członkowie są naszymi reprezentantami i w pewnym sensie substytutami wobec wolnomularstwa na świecie”. W tydzień później nastąpiły pierwsze inicjacje, przyjęto wtedy m.in. prezesa Klubu Krzywego Koła, późniejszego wielkiego mistrza, Jana Józefa Lipskiego.

Odrodzenie Polski, odrodzenie wolnomularstwa

Przełom roku 1989 roku przyniósł renesans wolnomularstwa w Polsce. Odrodziło się wolnomularstwo regularne w postaci Wielkiej Loży Narodowej Polski, pierwsze kroki ku powrotowi uczynił Międzynarodowy Mieszany Zakon Wolnomularski Le Droit Humain.

Wielki Wschód Francji już w pierwszej połowie 1990 roku podjął kroki w tym kierunku. W maju tego roku pojawił się w Warszawie Didier Sniadach – zamieszkały na stałe w Lille polskojęzyczny przedstawiciel Wielkiego Wschodu Francji. Nie krył się on ze swoimi zamiarami, które naświetlił w wywiadzie udzielonym „Życiu Warszawy”. Próbując wysondować nastroje osób które mogłyby być potencjalnymi kandydatami do inicjacji, odbył też kilka spotkań w Warszawie i Łodzi.

W niedługi czas później, w lipcu 1990 roku przybył do Polski członek Rady Zakonu Wielkiego Wschodu Francji Allain Marville z kilkoma „braćmi”. Na łamach „Gazety Wyborczej” zamieścili oni ogłoszenie w którym pisali: „Francuscy wolnomularze zapraszają wszystkich interesujących się ruchem wolnomularskim na świecie na spotkanie informacyjne w czwartek 9 sierpnia godzina 19.00 Klub Lekarza Aleje Ujazdowskie 24”. Te starania przyniosły efekt. Inicjacje na poczet przyszłej loży miały miejsce 1 grudnia 1990 r. w pałacyku w parku łazienkowskim przy pomocy braci z paryskiej loży Victor Schoelcher (GOdF). Pierwszy pracujący w nurcie liberalnym warsztat „Wolność Przywrócona” rozpoczął działalność 26 kwietnia 1991 roku. Nazwa podkreślała moment dziejowy Polski. Przed wojną, w latach 1920-1938, istniała loża pod tą nazwą, lecz działała ona pod auspicjami Wielkiej Loży Narodowej Polski i skupiała głównie ludzi nauki i pióra. Należeli do niej wówczas m.in. Gabriel Narutowicz, prof. Jan Mazurkiewicz, prof. Mieczysław Michałowicz, prof. Janusz Groszkowski (powojenny prezes PAN).

Niezależnie, przy pomocy loży l'Esperance na Wsch. Lille, zainstalowana została w Polsce w roku 1991 loża „Nadzieja” na Wsch. Warszawy. Z loży „Nadzieja” zrodziły się w kolejnych latach loża "Jedność" na Wschodzie Katowic oraz loża „Tolerancja” na Wsch. Mikołowa. Te trzy loże pracowały w Rycie Szkockim Rektyfikowanym.

Z kolei z loży „Wolność Przywrócona” zrodziły się loże „Trzej Bracia” (21.5.1993) oraz „Europa” (11.3.1994). Obie na Wschodzie Warszawy. Loże wywodzące się z „Wolności Przywróconej” praktykowały Ryt Francuski Nowoczesny. W lutym 1997 roku przybył do Polski Zastępca Wielkiego Mistrza Wielkiego Wschodu Francji do spraw zagranicznych Eric Vanlerberghe oraz m.in. Zastępca Wielkiego Mistrza do spraw administracyjnych Alain Dupret i Gwarant Przyjaźni polskich lóż liberalnych przy Wielkim Wschodzie Francji Michel Klich. W trakcie konferencji prasowej goście z Francji poinformowali o planach powołania w Polsce samodzielnej obediencji masonerii rytu francuskiego. Eric Vanlerberghe mówił: „Możemy już wycofać się z Polski. Pozostawiamy nasz rytuał i organizację, deklarujemy pomoc polskim braciom w ich samodzielnej działalności”. Pierwszym Wielkim Mistrzem powstałego wówczas Wielkiego Wschodu Polski był filozof i religioznawca, Andrzej Rusław Nowicki.

Uroczystość powołania Wielkiego Wschodu Polski miała miejsce 12.7.1997 r. Niezależna odtąd obediencja WWP skupiała wówczas sześć lóż podległych wcześniej Wielkiemu Wschodowi Francji: cztery w Warszawie, jedną w Katowicach i jedną w Mikołowie. WWP został zarejestrowany jako stowarzyszenie w warszawskim Sądzie Wojewódzkim 14.11.1997 r. Loża Narutowicz w Krakowie pozostała poza strukturami krajowymi Wielkiego Wschodu Polski jako loża prowincjonalna podlegająca Wielkiemu Wschodowi Francji. Kolejne kilkanaście lat pracy przeszło na rozbudowywaniu struktury organizacyjnej WWP, utworzeniu systemu stopni wyższych (w Rycie Francuskim, oraz Rycie Szkockim Dawnym i Uznanym), nawiązywaniu kontaktów międzynarodowych.

Na konwencie w 2008 roku przegłosowano przyjmowanie kobiet do Zakonu. Była to dla wielu Braci szokująca zmiana, ale organizacji wyszła na dobre. W krótkim czasie powstały dzięki pomocy loży Wolność Przywrócona nowe loże Galileusz na Wsch Bydgoszczy i Cezary Leżeński na Wsch Warszawy pracujące w rycie Szkockim Dawnym i Uznanym oraz loża Kultura na Wsch Warszawy pracująca w rycie francuskim. Zostały także zapalone światła loży Moria na Wsch Rygi na Łotwie. Loża ta ma być zalążkiem Wielkiego Wschodu w krajach bałtyckich. Kolejną inicjatywą było zapalenie świateł loży Witelon. Jest ona dedykowana adeptom zamieszkałym daleko od regularnie pracujących lóż. Pracuje w systemie sesyjnym trzy razy w roku po trzy dni, oraz w ramach jednej sesji nadzwyczajnej. Ostatnim ogniwem Wielkiego Wschodu jest powstała w 2013 roku loża Atanor pracująca na Wsch Warszawy w Rycie Szkockim Dawnym i Uznanym.